Pojazd kołysał się miarowo, słychać było głośny terkot silnika, ale żołnierze nie odzywali się do siebie. Maria miała wrażenie, że jadą całą wieczność, ból powoli mijał, a ona zastanawiała się co będzie dalej. Zabiją ją? Może kiedy dowiedzą się kim jest, zażądają okupu? Choć wcześniej myślała, że nie boi się niczego, a w szczególności śmierci, to właśnie teraz śmierć stała się jej najgorszym wrogiem.
By nie wracać do tego myślami, Maria spróbowała przypomnieć sobie jak wygląda pojazd, w którym się znajdowała. Potężny czołg, stworzony z najnowocześniejszej technologii, najwyraźniej nie był produkcji rosyjskiej. Styl wykonania wskazywałby na Polskę, lecz mógłby być również amerykański. Pokrywały go czarne matowe płyty, które, jak wydawało się nastolatce, służyły do kamuflażu. Zapewne liczne sprzęty w środku sprawiały, że mógłby przyjąć jakąkolwiek barwę otoczenia.
By nie wracać do tego myślami, Maria spróbowała przypomnieć sobie jak wygląda pojazd, w którym się znajdowała. Potężny czołg, stworzony z najnowocześniejszej technologii, najwyraźniej nie był produkcji rosyjskiej. Styl wykonania wskazywałby na Polskę, lecz mógłby być również amerykański. Pokrywały go czarne matowe płyty, które, jak wydawało się nastolatce, służyły do kamuflażu. Zapewne liczne sprzęty w środku sprawiały, że mógłby przyjąć jakąkolwiek barwę otoczenia.
Nie mogła już dalej myśleć o czołgu, bo wciąż wracało do niej pytanie- co będzie dalej?
W tym momencie kołysanie się skończyło i poczuła jak ktoś znów zarzuca ją na barki, ale tym razem delikatniej. Jednak mając nadal zasłonięte, mokre od łez oczy, nie wiedziała dokąd idą.
- Grzegorz, dobrze wiesz, że Maszyna nie lubi krwi u cywili. Kiedy wyjdzie, że to ty, niech cię Bóg chroni przed jego gniewem- usłyszała jak człowiek, który niósł ją na ramionach, gniewnym szeptem zwrócił się do towarzysza.
- Możesz się odwalić? Nie mów mi co mam robić, bo to ścierwo, które masz na ramionach, zasłużyło na jeszcze większą karę. Blizna po jej pazurach zostanie mi do końca mojego życia- mówiąc to, z grymasem na twarzy masował zranione ramię.
- Jakże marnego życia- odezwał się ich trzeci kompan z kpiną w głosie.
Jednak Grzegorz nie odpowiedział na jego zaczepkę, wiedząc, że może skończyć się to nieprzyjemną bójką. Było ich trzech. Najlepsi przyjaciele. Ale mieli jeszcze kogoś ponad sobą, który także nie stronił od ich towarzystwa. "Maszyna".
Wraz z końcem ich rozmowy, Maria poczuła, że zatrzymują się i zmieniają otoczenie. Wcześniej zimowy wiatr mroził jej odsłonięte części ciała, kiedy teraz już go nie czuła. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej gleby i czegoś jeszcze. Niosący ją żołnierz położył jej unieruchomione ciało na mokrej ziemi i odszedł.
- Pułkowniku Tomaszu Leszczyński melduję przybycie- powiedział jeden z żołnierzy stając na baczność.
- Witaj, Pawle! Mógłbyś mi powiedzieć, kiedy wreszcie zaczniesz zwracać się do mnie normalnie, między przyjaciółmi nie potrzebuję żadnych tytułów.- ton pułkownika Leszczyńskiego był głęboki i poważny.- Kto to jest?
Spojrzał pytająco w stronę leżącej Marii.
- To nasze nowe znalezisko, głupia błąkała się sama po ulicy i tak to się skończyło- dumnie odrzekł Grzegorz.
Tomasz powoli podszedł do dziewczyny i z niezadowoleniem spojrzał na zakrwawioną szmatę, osłaniającą jej usta. Nie powiedział jednak nic, choć żołnierze dobrze wiedzieli, że to mu się nie spodobało. Wyciągnął rękę i zdjął materiały zakrywające usta i oczy uwięzionej. Nastolatka nie widziała na początku nic, tylko rozmazany obraz, ale już po kilku sekundach jej wzrok się przystosował do ciepłego światła. Znajdowała się w wielkim zielonym namiocie oświetlonym wieloma lampami, a kucający naprzeciw niej mężczyzna przyglądał się uważnie.
- Chłopcy, myślę, że powinniście przeprosić tą dziewczynę- na jego twarzy pojawił się uśmiech.- To nie żadna Rosjanka, lecz prawdziwa Polka z krwi i kości.
Na twarzach kompanii pojawiło się zdumienie.
- Nie patrzcie tak, tylko ją rozwiążcie.
Zrobili jak kazał im dowódca i pomagając jej wstać, zaprowadzili do plastikowego składanego stołu, stojącego na środku namiotu. Usiadła ostrożnie na krześle zrobionym z tego samego materiału, a żołnierze zasiedli na pozostałych.
- A teraz może nam się przedstawisz?- dowódca podał jej metalowy kubek z wodą.
Spojrzała na niego i niepewnie wzięła kubek. Jego niebieskie oczy, jasne jak letnie niebo, nadawały całemu wyrazowi twarzy oziębłości, choć uśmiechał się przyjaźnie.
- Na imię mam Maria- odpowiedziała po dłuższym milczeniu.
- Jakie nosisz nazwisko? Twój ubiór świadczy, że pochodzisz z bogatej rodziny- tym razem pytanie zadał inny żołnierz, młody brunet z krótko przyciętymi włosami i hipnotyzującymi szarymi oczami.
- Ja...- zająkała się Maria pewna, że kiedy odkryją kim jest, będą chcieli ją zabić.- W tym kraju moje nazwisko brzmi Sorokin.
Wiedziała, że ukrywanie tego nie ma sensu, bo i tak czeka ją śmierć.
Wszyscy obecni zdziwili się mocno, a na ich twarzach wstąpił gniew. Jeden z żołnierzy, Grzegorz, wstał raptownie i krzyknął:
- To jest nawet gorsze od Rosjanina. Paweł, trzeba było ją zastrzelić na samym początku.
Maria pomyślała to samo, przynajmniej oszczędziliby jej tyle bólu.
Jednak ktoś myślał inaczej.
- Greg, uspokój się, dobrze? Nie każdy musi pójść w ślady ojca- ów Paweł przytrzymał wściekłego przyjaciela i posadził go z powrotem na krzesło.
- Jednak to nadal córka zdrajcy polskiego narodu. Co mamy w takim razie z nią zrobić?- najmłodszy z żołnierzy zwrócił się do swojego dowódcy.
Wszyscy zachowywali się, jakby nie było z nimi Marii, jednak ona wcale się temu nie dziwiła.
- Myślę, że masz rację, więc będzie musiała być pod ciągłą obserwacją, ale póki co nie widzę potrzeby, żeby ją zabijać. Myślę, że może się nam przydać. Kiedy będziemy na treningu lub na warcie, ona może uczyć języka polskiego nasze, jak wy to nazywacie, ludzkie matrioszki. Mario, mówisz po rosyjsku, prawda?
Dziewczyna tylko kiwnęła głową.
- To dobrze. Zdejmij te kożuchy, bo się zgrzejesz. Drzewiec, daj jej jakąś kromkę chleba i wskaż miejsce spania. Rano się nią zajmiemy, a teraz miejcie na nią oko.
Paweł, nazywany przez pułkownika Leszczyńskiego Drzewcem, wstał posłusznie i zaprowadził Marię w odległy kąt namiotu. Zdjęła po drodze niepotrzebne okrycia i zatrzymała się przed rozkładanym polowym łóżkiem. Było typowe dla żołnierskiego trybu życia. Nie zajmujące wiele miejsca, o ciemnym materiale leżyska. Coś jednak bardzo zdziwiło dziewczynę. Za jej nowym łóżkiem były jeszcze cztery takie, na których leżały śpiące dzieci. Były brudne i młodsze od niej o kilka lat.
- Pewnie nie jesteś przyzwyczajona do takich warunków, ale będziesz musiała przywyknąć. Radzę ci szybko zasnąć, bo nie pośpisz tu długo. A i smacznego- podał je kilka kromek chleba i odszedł do swoich towarzyszy siedzących nadal przy stole.
Maria nie zdziwiła się dlaczego nazywają go Drzewcem. Kiedy spojrzała na jego odsłonięte przedramię, zauważyła sporej wielkości bliznę, wyglądającą jak kawałek kory. Była ciemna i pomarszczona, w ogóle nie przypominająca normalnych blizn.
Nastolatka usiadła na leżaku i jadła chleb. Nie chciała tak szybko zasypiać, tyle myśli krążyło jej po głowie. Żeby się czymś zająć, spojrzała na szepczących między sobą żołnierzy. Wszyscy wyglądali dojrzale, nawet ten najmłodszy, który miał najwyżej siedemnaście lat. Jednak jej największą uwagę przykuł ich dowódca, Tomasz Leszczyński. Miał smukłą twarz,wąskie usta i zaczesane do tyłu brązowe włosy. Wyglądał na ponad trzydzieści lat, choć jego poważny wyraz twarzy i kilka zmarszczek, świadczyły, że przeżył zdecydowanie za dużo jak na swój wiek. Jednak to oczy mówią wszystko, Maria nie zdążyła się im przyjrzeć, ale wiedziała dobrze, że kryje się w nich dużo bólu. Przeniosła wzrok na następną osobę. Grzegorz. Choć miał polskie imię, to zdecydowanie nim nie był. Jego jasne blond włosy i drobne oczy położone blisko wąskiego nosa, gdzie dochodziły do tego pełne usta i gładka cera, mogłyby świadczyć, że jest amerykanem . Wyglądał na bardzo przystojnego, jednak zachowanie nie wskazywało na piękne serce. Lecz mogła się mylić. Za to miły wydawał się Drzewiec. Jego przyjacielski wyraz twarzy sprawiał, że obdarzało się go zaufaniem. Choć był młody, krótko przycięte ciemne włosy i broda nadawały mu powagi. Jako ostatnim, którego nastolatka obdarzyła spojrzeniem zanim się położyła, był najmłodszy żołnierz. Zastanawiało ją jakim sposobem chłopak, który tak jak ona był jeszcze nastolatkiem, choć zapewne już niedługo stanie się pełnoletnim mężczyzną, był w otoczeniu tak dojrzałych ludzi. Jego delikatne rysy twarzy sprawiały, że nie wyglądał zbyt poważnie, jednak oczy mówiły co innego. Można w nich było zauważyć, że przeżył równie dużo tragicznych rzeczy, co sam Tomasz Leszczyński.
Nie zastanawiając się długo nad jej położeniem, Maria położyła głowę na prowizorycznej poduszce zrobionej z czapki, szalika i bluzy, okryła się swoją kurtką i zapadła w sen.
Jej ostatnią myślą było zadanie sobie pytania, czy jednak nie lepiej byłoby, gdyby zastrzelili ją na samym początku.
Bo to, co później ją spotka, sprawi, że przez długi czas nie będzie mogła spać spokojnie.
- Grzegorz, dobrze wiesz, że Maszyna nie lubi krwi u cywili. Kiedy wyjdzie, że to ty, niech cię Bóg chroni przed jego gniewem- usłyszała jak człowiek, który niósł ją na ramionach, gniewnym szeptem zwrócił się do towarzysza.
- Możesz się odwalić? Nie mów mi co mam robić, bo to ścierwo, które masz na ramionach, zasłużyło na jeszcze większą karę. Blizna po jej pazurach zostanie mi do końca mojego życia- mówiąc to, z grymasem na twarzy masował zranione ramię.
- Jakże marnego życia- odezwał się ich trzeci kompan z kpiną w głosie.
Jednak Grzegorz nie odpowiedział na jego zaczepkę, wiedząc, że może skończyć się to nieprzyjemną bójką. Było ich trzech. Najlepsi przyjaciele. Ale mieli jeszcze kogoś ponad sobą, który także nie stronił od ich towarzystwa. "Maszyna".
Wraz z końcem ich rozmowy, Maria poczuła, że zatrzymują się i zmieniają otoczenie. Wcześniej zimowy wiatr mroził jej odsłonięte części ciała, kiedy teraz już go nie czuła. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej gleby i czegoś jeszcze. Niosący ją żołnierz położył jej unieruchomione ciało na mokrej ziemi i odszedł.
- Pułkowniku Tomaszu Leszczyński melduję przybycie- powiedział jeden z żołnierzy stając na baczność.
- Witaj, Pawle! Mógłbyś mi powiedzieć, kiedy wreszcie zaczniesz zwracać się do mnie normalnie, między przyjaciółmi nie potrzebuję żadnych tytułów.- ton pułkownika Leszczyńskiego był głęboki i poważny.- Kto to jest?
Spojrzał pytająco w stronę leżącej Marii.
- To nasze nowe znalezisko, głupia błąkała się sama po ulicy i tak to się skończyło- dumnie odrzekł Grzegorz.
Tomasz powoli podszedł do dziewczyny i z niezadowoleniem spojrzał na zakrwawioną szmatę, osłaniającą jej usta. Nie powiedział jednak nic, choć żołnierze dobrze wiedzieli, że to mu się nie spodobało. Wyciągnął rękę i zdjął materiały zakrywające usta i oczy uwięzionej. Nastolatka nie widziała na początku nic, tylko rozmazany obraz, ale już po kilku sekundach jej wzrok się przystosował do ciepłego światła. Znajdowała się w wielkim zielonym namiocie oświetlonym wieloma lampami, a kucający naprzeciw niej mężczyzna przyglądał się uważnie.
- Chłopcy, myślę, że powinniście przeprosić tą dziewczynę- na jego twarzy pojawił się uśmiech.- To nie żadna Rosjanka, lecz prawdziwa Polka z krwi i kości.
Na twarzach kompanii pojawiło się zdumienie.
- Nie patrzcie tak, tylko ją rozwiążcie.
Zrobili jak kazał im dowódca i pomagając jej wstać, zaprowadzili do plastikowego składanego stołu, stojącego na środku namiotu. Usiadła ostrożnie na krześle zrobionym z tego samego materiału, a żołnierze zasiedli na pozostałych.
- A teraz może nam się przedstawisz?- dowódca podał jej metalowy kubek z wodą.
Spojrzała na niego i niepewnie wzięła kubek. Jego niebieskie oczy, jasne jak letnie niebo, nadawały całemu wyrazowi twarzy oziębłości, choć uśmiechał się przyjaźnie.
- Na imię mam Maria- odpowiedziała po dłuższym milczeniu.
- Jakie nosisz nazwisko? Twój ubiór świadczy, że pochodzisz z bogatej rodziny- tym razem pytanie zadał inny żołnierz, młody brunet z krótko przyciętymi włosami i hipnotyzującymi szarymi oczami.
- Ja...- zająkała się Maria pewna, że kiedy odkryją kim jest, będą chcieli ją zabić.- W tym kraju moje nazwisko brzmi Sorokin.
Wiedziała, że ukrywanie tego nie ma sensu, bo i tak czeka ją śmierć.
Wszyscy obecni zdziwili się mocno, a na ich twarzach wstąpił gniew. Jeden z żołnierzy, Grzegorz, wstał raptownie i krzyknął:
- To jest nawet gorsze od Rosjanina. Paweł, trzeba było ją zastrzelić na samym początku.
Maria pomyślała to samo, przynajmniej oszczędziliby jej tyle bólu.
Jednak ktoś myślał inaczej.
- Greg, uspokój się, dobrze? Nie każdy musi pójść w ślady ojca- ów Paweł przytrzymał wściekłego przyjaciela i posadził go z powrotem na krzesło.
- Jednak to nadal córka zdrajcy polskiego narodu. Co mamy w takim razie z nią zrobić?- najmłodszy z żołnierzy zwrócił się do swojego dowódcy.
Wszyscy zachowywali się, jakby nie było z nimi Marii, jednak ona wcale się temu nie dziwiła.
- Myślę, że masz rację, więc będzie musiała być pod ciągłą obserwacją, ale póki co nie widzę potrzeby, żeby ją zabijać. Myślę, że może się nam przydać. Kiedy będziemy na treningu lub na warcie, ona może uczyć języka polskiego nasze, jak wy to nazywacie, ludzkie matrioszki. Mario, mówisz po rosyjsku, prawda?
Dziewczyna tylko kiwnęła głową.
- To dobrze. Zdejmij te kożuchy, bo się zgrzejesz. Drzewiec, daj jej jakąś kromkę chleba i wskaż miejsce spania. Rano się nią zajmiemy, a teraz miejcie na nią oko.
Paweł, nazywany przez pułkownika Leszczyńskiego Drzewcem, wstał posłusznie i zaprowadził Marię w odległy kąt namiotu. Zdjęła po drodze niepotrzebne okrycia i zatrzymała się przed rozkładanym polowym łóżkiem. Było typowe dla żołnierskiego trybu życia. Nie zajmujące wiele miejsca, o ciemnym materiale leżyska. Coś jednak bardzo zdziwiło dziewczynę. Za jej nowym łóżkiem były jeszcze cztery takie, na których leżały śpiące dzieci. Były brudne i młodsze od niej o kilka lat.
- Pewnie nie jesteś przyzwyczajona do takich warunków, ale będziesz musiała przywyknąć. Radzę ci szybko zasnąć, bo nie pośpisz tu długo. A i smacznego- podał je kilka kromek chleba i odszedł do swoich towarzyszy siedzących nadal przy stole.
Maria nie zdziwiła się dlaczego nazywają go Drzewcem. Kiedy spojrzała na jego odsłonięte przedramię, zauważyła sporej wielkości bliznę, wyglądającą jak kawałek kory. Była ciemna i pomarszczona, w ogóle nie przypominająca normalnych blizn.
Nastolatka usiadła na leżaku i jadła chleb. Nie chciała tak szybko zasypiać, tyle myśli krążyło jej po głowie. Żeby się czymś zająć, spojrzała na szepczących między sobą żołnierzy. Wszyscy wyglądali dojrzale, nawet ten najmłodszy, który miał najwyżej siedemnaście lat. Jednak jej największą uwagę przykuł ich dowódca, Tomasz Leszczyński. Miał smukłą twarz,wąskie usta i zaczesane do tyłu brązowe włosy. Wyglądał na ponad trzydzieści lat, choć jego poważny wyraz twarzy i kilka zmarszczek, świadczyły, że przeżył zdecydowanie za dużo jak na swój wiek. Jednak to oczy mówią wszystko, Maria nie zdążyła się im przyjrzeć, ale wiedziała dobrze, że kryje się w nich dużo bólu. Przeniosła wzrok na następną osobę. Grzegorz. Choć miał polskie imię, to zdecydowanie nim nie był. Jego jasne blond włosy i drobne oczy położone blisko wąskiego nosa, gdzie dochodziły do tego pełne usta i gładka cera, mogłyby świadczyć, że jest amerykanem . Wyglądał na bardzo przystojnego, jednak zachowanie nie wskazywało na piękne serce. Lecz mogła się mylić. Za to miły wydawał się Drzewiec. Jego przyjacielski wyraz twarzy sprawiał, że obdarzało się go zaufaniem. Choć był młody, krótko przycięte ciemne włosy i broda nadawały mu powagi. Jako ostatnim, którego nastolatka obdarzyła spojrzeniem zanim się położyła, był najmłodszy żołnierz. Zastanawiało ją jakim sposobem chłopak, który tak jak ona był jeszcze nastolatkiem, choć zapewne już niedługo stanie się pełnoletnim mężczyzną, był w otoczeniu tak dojrzałych ludzi. Jego delikatne rysy twarzy sprawiały, że nie wyglądał zbyt poważnie, jednak oczy mówiły co innego. Można w nich było zauważyć, że przeżył równie dużo tragicznych rzeczy, co sam Tomasz Leszczyński.
Nie zastanawiając się długo nad jej położeniem, Maria położyła głowę na prowizorycznej poduszce zrobionej z czapki, szalika i bluzy, okryła się swoją kurtką i zapadła w sen.
Jej ostatnią myślą było zadanie sobie pytania, czy jednak nie lepiej byłoby, gdyby zastrzelili ją na samym początku.
Bo to, co później ją spotka, sprawi, że przez długi czas nie będzie mogła spać spokojnie.