sobota, 17 stycznia 2015

1.Pieniądz jest dobrym sługą, ale złym panem.

(…) wolność ma wysoką cenę, równie wysoką jak niewola. Jedyna różnica polega na tym, że tę cenę płaci się z przyjemnością i z uśmiechem, nawet jeśli czasem bywa to uśmiech przez łzy.
Paulo Coelho


Profesor Witold Soroszewski, w Rosji znany pod nazwiskiem Sorokin, urodził się na początku dwudziestego wieku w Poznaniu, mieście na terenie Polski. Już w czasach gimnazjalnych wykazywał szczególne zainteresowanie bronią palną. Zbierał czasopisma  poświęcone tej tematyce, uczęszczał do klubu strzeleckiego, gdzie zdobywał liczne nagrody. Jego zamiarem nie było korzystanie z broni, chciał ją tworzyć. W tym celu wybrał się na studia do Warszawy. Zostawił ojca- zmęczonego życiem alkoholika, i matkę- zmęczoną tyraniem za dwóch, by wykarmić męża i dziesięcioletnie bliźniaczki. Witold był kelnerem, potrafił na siebie zapracować, a i rodzinie nie pozostał dłużny. Dzięki niemu bliźniaczki miały podręczniki do szkoły i od czasu do czasu- po batoniku. Jednak wizja marnego życia z rodziną zniszczoną przez wódkę i  ogromna pasja do broni, zdecydowały o jego przeprowadzce, natychmiast po skończeniu szkoły licealnej. Posiadając zaledwie wartość podwójnej pensji najniższej krajowej, pociągiem zajechał aż na Wydział Mechatroniki i Lotnictwa, gdzie dostał się już wcześniej. Wybrał specjalność związaną z uzbrojeniem i materiałami wybuchowymi. W Warszawie miał wujka, który chętnie zgodził się na przyjazd Witolda, ale miał warunek- chłopak musiał na siebie zapracować. I zapracował. Od poniedziałku do piątku tyrał na uczelni, a w weekendy w restauracji wuja. Znał się na tym, dlatego wuj bardzo cenił sobie jego pracę. Na studiach wykazywał się wielką inteligencją, zdeterminowaniem i talentem, co zaowocowało  stanowiskiem profesora na tej właśnie uczelni. Kiedy wprowadzał się do nowego mieszkania w centrum miasta, dostał wiadomość z rodzinnego Poznania, informującą o śmierci ojca, który postanowił ze sobą skończyć. Powiesił się na drzewie czereśni rosnącej w ogrodzie ich domu. Ale Witold nie pojawił się na pogrzebie. Nie mógł. Pamiętał awantury wywołane brakiem flaszki w lodówce, pamiętał ile razy dostał w twarz za niechęć do wyrecytowania wierszyka przy znajomych taty, kiedy dorósł, za obronę matki. Po prostu nie mógł. Jego matka rozumiała, siostry też nie miały mu za złe, szczególnie kiedy na ich konto wpływały co miesiąc pieniądze od dobrego synka i brata. Po tym wydarzeniu profesor zabrał się intensywniej do pracy, a mianowicie zaczął projektować swój pierwszy prototyp  karabinu wojskowego. Przedsięwzięcie było utrzymywane w sekrecie, jednak rząd dowie się o wszystkim. Soroszewski spodziewał się sprawy sądowej, jednak tajny wydział NOM, czyli Narodowej Organizacji Militarnej, postanowił o jego zatrudnieniu w ich szeregach.
 Profesor pracował tam dopiero od roku, a już stworzony przez niego karabin, właśnie przechodził testy i miał wkrótce trafić na rynek wojskowy. Naukowiec został nieoficjalnie ogłoszony geniuszem  roku 2029. Tego samego roku wraz ze swoimi współpracownikami, pojawił się na konferencji w Nowym Jorku, mającej na celu przeprowadzenie dyskusji na temat wprowadzenia nowego typu amunicji. I tam właśnie Soroszewski poznał Anetę- asystentkę jednego z zagranicznych naukowców. Aneta pochodziła z Polski, ale mieszkała w Anglii. Ta piękna kobieta o szczupłej figurze i kasztanowych, krótko ściętych włosach, zatrzęsła światem profesora. Zaczarowały go jej szare oczy i ujmujące dołeczki w policzkach, a kiedy ją lepiej poznał- także osobowość. Aneta była pełną życia i optymizmu, dwudziestosiedmioletnią kobietą. Rozjaśniała ponure życie Witolda. Niedługo potem postanowili, że zamieszkają razem w Warszawie, a po roku szczęścia, wzięli ślub. 12 marca 2031 roku na świat przyszło ich pierwsze dziecko. Malutka Maria była równie piękna co jej matka. Odziedziczyła po niej kasztanowe włosy, stalowe oczy i dołeczki w policzkach, zaś po ojcu pełne usta i niewielki nos. Po narodzinach Aneta zrezygnowała z kariery, myśląc, że kiedyś wróci do zawodu, ale kiedy dwa lata później urodził się Michał, dała sobie spokój. Chłopiec bardzo przypominał swojego ojca, miał gęste czarne włosy, zielone oczy i podobny do siostry mały nos. Tej szczęśliwej rodzinie niczego nie brakowało: kochający się rodzice, wspaniałe dzieci, wysokie zarobki. Profesor cieszył się ojcostwem, jednak przeszkadzały mu zarobki. Kiedy kariera jego żony spełzła na niczym, on piął się w górę. Jego projekty wprowadzane w życie przynosiły i tytuły, i premie, ale zapragnął jeszcze więcej, bo jak to mówią; apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy ludzie przeczuwali nadchodzącą wojnę, Witold Staszewski był już znany na całym świecie, a Rosja postanowiła poznać go jeszcze bardziej. Dostał propozycję pracy w moskiewskim laboratorium wojskowym. Wiedział dobrze, że jest to kraj wrogi, a on był patriotą, ale dowiadując się o proponowanych zarobkach z oferowaną podwyżką, jakiej nigdy nie dostałby w Polsce, jego patriotyzm znikł natychmiast. Wraz z żoną, która była bardzo chętna na nowe zarobki męża, zabrali dziesięcioletnią Marię i ośmioletniego Michała do Moskwy. Już pod nazwiskiem Sorokin, zamieszkali w pilnie strzeżonym apartamencie na wybrzeżu miasta. Żyli tam w spokoju i dostatku, nie odczuwali zbytnio dramatów wojny. Odizolowani od świata nie dostrzegali śmierci wokół nich, słyszeli tylko wybuchy bomb w odległych krańcach miasta, czasem też odgłosy strzelaniny na pobliskiej ulicy. Ich dzieci uczone w domu, nie były w stanie dostrzec kataklizmu świata, jego szybkiego upadku. 
Ale co się stanie, kiedy jedno z nich będzie w tym upadku uczestniczyło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz